O drodze do szczęścia

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami… /Rdz 1, 1–2/

Trudno dziś wyobrazić sobie ten czas, kiedy jeszcze nie było człowieka, kiedy nie było zwierząt, roślin; gdy jeszcze wszechświat nie zaczął się stawać… Był Bóg. On był zawsze i to w Nim było życie. Wszystko, cokolwiek się stało, najpierw istniało w Jego zamyśle. I zanim jeszcze stworzony został wszechświat, Bóg pragnął, aby narodził się każdy z nas. Bóg kochał każdego z nas z osobna.

Już wtedy postanowił te swoje upragnione i ukochane dzieci w stosownym czasie posłać na świat. Pomyśleć, że na długo przed tym, nim zapragnęli nas nasi rodzice, podziwiali nas przyjaciele, docenili nauczyciele, koledzy czy pracodawcy, byliśmy wybrańcami Boga!

Dobrze jest uświadomić sobie odwieczną, bezwarunkową i niezmierzoną miłość Boga do każdego z nas. On kocha nas bardziej niż my siebie kochamy i bardziej niż my pragnie naszego szczęścia. On również zna najlepiej drogę, którą musimy przemierzyć, aby to szczęście osiągnąć. Ta droga jest zwana powołaniem. U progu dorosłości każdy młody człowiek zadaje sobie pytanie: jaka jest moja droga? Bóg ukazuje ją poprzez różne znaki. Mówi do nas korzystając z pośrednictwa drugiego człowieka czy też przez szczególne wydarzenia. Ksiądz Edward Kryściak, analizując drogę powołań biblijnych, pisze: „Bóg powołując pojawia się zawsze w najmniej odpowiednim, z punktu widzenia człowieka, momencie. Samuela zaskakuje podczas snu, jakby za mało miał czasu w ciągu dnia, Gedeona odwiedza na klepisku, Elizeusza zabiera od wołów, Mojżeszowi ukazuje się wtedy, gdy już poukładał sobie życie. I może ten fakt, że powołanie Boga zaskakuje człowieka w najmniej oczekiwanym momencie, jest jednym ze sprawdzianów prawdziwości wezwania?” Odkrywanie wszczepionego w nas od zawsze powołania jest głębokim doświadczeniem emocjonalnym i duchowym. Często wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, z przekraczaniem przeszkód, które wydają się nie do pokonania. Jeśli jednak poddajemy się, próbujemy być kimś innym niż Bóg postanowił, to tracimy czas. Nic z tego nie będzie. Największą umiejętnością w życiu jest być tym, kim Bóg chciał, abyśmy byli, gdy powoływał nas do istnienia. Przyjąć ten dar oznacza zaakceptować Bożą wolę wobec nas. Jest to konieczne do osiągnięcia szczęścia, którego przecież tak bardzo pragniemy.

Powołanie nie jest więc drogą łatwą. Bywa drogą pełną cierpienia, a mimo to wzywa do zachowania jej wierności. Bóg, powołując człowieka, daje mu jednak siły do przebycia tej drogi. Wierność powołaniu sprawia, że wszystko, co jest cierpieniem, staje się drogą.

Zaufałem drodze
wąskiej
takiej na łeb na szyję
z dziurami po kolana
takiej nie w porę jak w listopadzie spóźnione buraki
i wyszedłem na łąkę stała święta Agnieszka
nareszcie – powiedziała
martwiłam się już
że poszedłeś inaczej
prościej
po asfalcie
autostradą do nieba – z nagrodą od ministra
i że cię diabli wzięli
ks. Jan Twardowski

Ojciec Święty Jan Paweł II tyle razy powtarzał: „Nie lękajcie się!” Dzisiejsze trudne czasy wymagają od nas wiele odwagi najpierw w odkryciu swojej drogi, a później w zachowaniu jej wierności. Jednak nie lękajmy się! Ten Bóg, który umiłował nas jeszcze przed założeniem świata, pomoże również przebyć naszą drogę do szczęścia!