Wspomnienie spotkania z ks. Zbigniewem Czuchrą MS

– s. Agata Gemborys

W kwietniu 2014 roku miałam okazję przeprowadzić długi wywiad z księdzem Zbigniewem Czuchrą MS. Znałam go od września 2010 roku, kiedy wprowadziłam się do wspólnoty zakonnej Sióstr Saletynek.

Spotykaliśmy się zazwyczaj na chwilę, przy okazji różnych obowiązków. Wspominam go jako kulturalnego, delikatnego, ciepłego i wrażliwego człowieka. Nasze temperamenty są przeciwieństwami. Ile razy widywaliśmy się, mówił, że powinnam zwolnić, upominał mnie za ten mój ciągły pośpiech ale robił to z czułością, pogłaskał przy tym po policzku i puścił oko. Pełnił rolę Dziadka, który niesforną wnuczkę karci, jednocześnie częstując słodyczami. Ksiądz Zbigniew często pytał o moje życie, codzienne sprawy i nie były to pośpieszne pytania zadawane w biegu. Chociaż jego terminarz był napięty, znajdował czas dla drugiego człowieka.
W sercu księdza Zbigniewa przeplatały się miłość do Boga, Ojczyzny, poezji i przyrody. opowiadając mi o swojej pierwszej Komunii Świętej, powiedział: Komunia Święta w Farze Krośnieńskiej… w czerwcu… pamiętam świecę, która pod wpływem ciepła tak mi rozmiękła… potem pamiętam wzruszenie po przyjęciu Komunii… i poczęstunek na plebanii bułeczką i kakao. Opowiadał o szkole o technikum rachunkowości i o tym, że pomimo profilu związanego z matematyką, najbardziej lubił poezję, literaturę i śpiew. Potrafił jasno opisać moment odkrycia swego powołania: W czasie odpustu na wiosce podkrośnieńskiej przy kazaniu ks. Decowskiego, który był później proboszczem w Łańcucie. Porównywał życie ludzkie do pór roku i w czasie jesieni mówił o proboszczu wiejskim, który pracował lata na parafii i był jak ojciec. Ja chciałem być takim ojcem dla parafii. Decyzję podjąłem po maturze, po kilku latach pracy, Pan Bóg dał powołanie. Po czterech latach studiów w seminarium, podczas wizyty w Dębowcu zobaczyłem figurę płaczącej Matki Bożej i postanowiłem oddać jej życie. Święcenia kapłańskie złożyłem 21 czerwca 1968 roku. Kapłaństwo to największa radość mojego życia. Prymicje trwały cztery niedziele… dajcie spokój tyle świąt… Na moje pytanie co by zrobił, gdyby jeszcze raz mógł przeżyć swoje życie odpowiedział: jeszcze raz przeżyłbym je w kapłaństwie, bardziej święcie, pożyteczniej.
Lata spędzone w kapłaństwie opisywał, mówiąc o ludziach, przyjaźniach, pielgrzymkach i zabytkach, które mógł oglądać. Wspominał młodzież oazową i wakacyjne turnusy w Dębowcu. Odbył pielgrzymkę do Rzymu i opowiadał o pięknie zabytków z zamkniętymi oczami: Pielgrzymka: Wenecja, Padwa, gdzie św. Antoni…, Asyż, Monte Cassino, Rzym, Neapol, Capri… Amalfi, gdzie św. Andrzej i  Pestum, gdzie świątynie starogreckie, potem Pompeje i Wezuwiusz i świątynia Pompejańska. Przeżycia religijne, przeżycia piękna antycznego, przeżycia wiary w czasie pontyfikatu Pawła VI. Kolejne lata swojego życia opisał krótko: A później byłem wychowawcą kleryków, proboszczem w różnych miejscach, piękne wyjazdy na misje i rekolekcje, piękne powroty do La Salette, gdzie Matka Boża i miejsce nasze pierwsze i najważniejsze, powroty do Italii, do Francji, pobyt w Anglii, na Ukrainie, na Litwie, na Słowacji. I najpiękniejsze spotkania z ludźmi… próba pisarstwa… pisania poezji… i radość dawania ludziom wielkich wartości wiary i przyjaźnie, które trwają i są właściwie… podporą… przez modlitewne wsparcie i dobroć ludzi są one siłą w kapłańskim posługiwaniu. Zapytany o zdrowie odpowiedział krótko, zdawkowo: Pan Bóg rozdaje mi choroby na raty, jest tego trochę. Dokucza mi trochę ale nie mam czasu myśleć o chorobach.
Sam mówił, że czuje się człowiekiem spełnionym. Jako poeta, dobry człowiek, oddany Kościołowi kapłan: Dar kapłaństwa jest najpiękniejszym darem jaki może otrzymać człowiek. Dostałem go niezasłużenie. Liczę na to, że niebo otworzy mi Maryja.

Znałam księdza Zbigniewa krótką chwilę, pomimo różnic w charakterach i sposobach przeżywania codzienności, jego wrażliwość, cichy, szeptliwy głos zostawiły trwały ślad w moim sercu. Jak wierzę, drzwi otworzyła mu Maryja, której wiernie służył.