OBJAWIENIE


Melania i Maksymin to dwoje dzieci, które doświadczyły Objawienia się Matki Bożej w La Salette. Melania Calvat-Mathieu, pochodziła z bardzo ubogiej, wielodzietnej rodziny. Z tego powodu już od najmłodszych lat, mieszkała i pracowała u gospodarzy najmujących ją do pasienia krów. Większość czasu spędzała ze zwierzętami, najczęściej samotnie, wysoko w Alpach. Może dlatego była bardzo cichą, wręcz zamkniętą i wycofaną dziewczynką. W dniu Objawienia miała niespełna 15 lat. Maksymin Giraud zaś, to syn rzemieślnika. Jego ojciec był znanym we wsi kołodziejem, miał własny warsztat i całkiem dobrze mu się powodziło. Niestety, zaglądając zbyt często do kieliszka, zaniedbywał swego jedynego syna. Ten, biegał całymi dniami gdzie chciał i robił co chciał. Nieodstępującym go towarzyszem był wierny pies Lulu, któremu chłopiec beztrosko oddawał nieraz większą część własnego posiłku. Maksymin to uroczy, choć rozkojarzony i niespokojny, 11-letni urwis o wielkim sercu.
 
Tamtego dnia dzieci razem pasły niewielkie stadko krów w okolicach wioski La Salette, w Alpach Francuskich. Dzieci wyszły ze stadem krów na wysokość ponad 1700 m.n.p.m. pod zbocze góry Gargas. Był ciepły słoneczny dzień, sobota 19. września 1846 roku. Przybywszy na miejsce, mali pastuszkowie pobawili się nieco, razem, potem zjedli skromny posiłek i zmęczeni, zasnęli około południa. Słońce chyliło się już ku zachodowi, gdy nagle Melania zerwała się ze snu i zaniepokojona obudziła Maksymina krzycząc, że bydło zniknęło. Natychmiast pobiegła przed siebie, na poszukiwanie. Wkrótce okazało się, że krowy spokojnie pasą się nieopodal, na przeciwległym zboczu. Wracając, w miejscu, gdzie kiedyś płynął potok Sezia, zobaczyła wielką, promieniejącą kulę światła, jakby słońce usiadło na łące.

mb_01

– Maksyminie, popatrz jaka jasność, tam w dole – krzyknęła Melania do chłopca – z wrażenia wypuszczając swój kij z ręki. Maksymin spojrzał we wskazanym kierunku.
 
– Podnieś swój kij. – odrzekł chłopiec. – Jeśli to coś, będzie chciało zrobić nam krzywdę, to ja mu pokażę! – Dzielnie odgrażał się Maksymin, lecz tak naprawdę oboje byli przestraszeni. Nie odrywając wzroku od tego przedziwnego zjawiska, wkrótce dostrzegli, że z kuli wyłania się postać Pięknej Pani – jak ją potem nazwali. Siedziała na kamieniu z twarzą w dłoniach i płakała strumieniami łez. Pastuszkowie stali głęboko poruszeni. Dziecięca intuicja podpowiedziała Maksyminowi, że to może jest czyjaś mama, którą okrutne dzieci pobiły i… uciekła aby tutaj się wypłakać…
 
Po chwili Piękna Pani wstała. Dzieci zauważyły, że unosi się kilka centymetrów nad trawą. Była wysoka, smukła. Ręce miała skrzyżowane na piersiach i dłonie ukryte w szerokich rękawach i… wciąż płakała. Łzy nieustanie płynęły po Jej bladych policzkach lecz nie spadały na ziemię ale zatrzymywały się na wysokości zawieszonego na piersiach krzyża, tworząc wokół niego coraz większy, coraz piękniejszy, skrzący, jakby diamentowy naszyjnik. Pan Jezus na krzyżu zdawał się być żywy i bardzo cierpiący. Na belce, obok prawej, Jego przebitej dłoni, umieszczone były obcęgi a po lewej stronie młotek.  To właśnie z Ciała Ukrzyżowanego Chrystusa wydobywało się całe to nieziemskie światło. Zrobiona z niego była cała Piękna Pani, promieniała tym światłem i była w nie jakby obleczona. Także całą Jej postać, wieńczyła przepiękna, świetlista korona. Na wysokości skroni, Jej głowę zdobił bogaty wieniec z wielu pięknych, kolorowych róż. W środku każdej z nich jaśniał jakby drogocenny diament. Taki sam wieniec otaczał Jej ramiona oraz stopy. Na jej ramionach, wzdłuż różanego wieńca spoczywał duży, metalowy łańcuch.
 
Pomimo nieustannie płynących łez, i smutku, Jej twarz jaśniała nieskazitelnym pięknem. Choć ubrana była w zwykły wiejski strój, jaki w tamtym rejonie nosiły kobiety: czepek na głowie, długa suknia, fartuch i obszerna chusta na ramionach – mimo tak pospolitego ubioru, wyglądała ja Królowa i rzeczywiście nią była.
 
Powstawszy, Piękna Pani zwróciła się do dzieci ciepłymi słowami:
 

mb_01

– Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się. Przyszłam wam ogłosić wielką nowinę. – Te słowa ośmieliły dzieci, natychmiast opuścił je lęk, w którego miejscu pojawiła się ufność. Podbiegły do Pięknej Pani i stanęły tak blisko, że nikt nie mógłby miedzy nimi swobodnie przejść. Wpatrzone w Jej doskonałą twarz, chłonęły słowa, które niczym słodka melodia, płynęły z ust Pięknej Pani:
 
– Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mojego Syna. Jest ono tak mocne i tak ciężkie, że nie zdołam go dłużej powstrzymywać.
 
Od jak dawna już cierpię za was. Chcąc, by mój Syn was nie opuścił, jestem zmuszona nieustannie Go o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście nie wiem jak się modlili i nie wiem co czynili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić mi trudu, którego się dla was podjęłam.
 
Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni tak ciężkim ramię mojego Syna.
 
Woźnice przeklinając wymawiają Imię mojego Syna. Te dwie rzeczy tak bardzo obciążają ramię mojego Syna.
 

objawienie_09

Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to zeszłego roku na ziemniakach ale nic sobie z tego nie robiliście. Przeciwnie, znajdując zepsute ziemniaki przeklinaliście, wymawiając wśród przekleństw Imię mojego Syna. Będą się one psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale.
 
Słowo ziemniaki – pomme de terre – zwróciło uwagę Melanii. W narzeczu, którym się posługiwała ziemniaki nazywają się bowiem las truffas, natomiast słowo pomme oznacza jabłko. Chcąc lepiej zrozumieć, dziewczynka zamierzała zwrócić się do Maksymina z prośbą o wyjaśnienie lecz Piękna Pani, znając ten zamiar, uprzedziła ją…
 
– Ach, moje dzieci, wy nie rozumiecie po francusku. Zaraz wam to powiem inaczej.-  I poczynając od słów: Jeśli zbiory się psują… Piękna Pani powtórzyła wszystko jeszcze raz w miejscowym narzeczu. Następnie kontynuowała:

mb_01

– Jeśli macie zboże, nie trzeba go zasiewać. Wszystko, co posiejecie, zjedzą robaki, a co wyrośnie, obróci się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód. Zanim to nastąpi, dzieci poniżej lat siedmiu będą dostawały dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą pokutować głodem. Orzechy się zepsują a winogrona zgniją.
 
W tym miejscu, Piękna Pani, każdemu dziecku z osobna, powierzyła jakąś tajemnicę. Mówiąc do jednego dziecka, drugie widziało, jak Maryja porusza ustami ale nie słyszało wypowiadanych przez Nią słów. Niecierpliwy chłopiec, nie potrafił ustać spokojnie, nawet tych kilka chwil. Jak wspominała potem dziewczynka, a to kręcił swoim kapeluszem, który uwiesił na pasterskim kiju, a to znów turlał drobne kamyki pod nogi Pięknej Pani.  Następnie oboje pastuszkowie znów usłyszeli słowa Maryi:
 

objawienie_16

– Jeśli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża a ziemniaki same się zasadzą.
 
Czy dobrze się modlicie, moje dzieci?
 
– Nie bardzo, proszę Pani – odpowiedziały skruszone.
 
– Ach, moje dzieci, trzeba dobrze się modlić, rano i wieczorem, jeśli nie macie czasu, odmówcie przynajmniej „Ojcze nasz” i” Zdrowaś Maryjo”.
A jeśli będziecie mogły, módlcie się więcej.

 

objawienie_16

Latem na Mszę Świętą chodzi zaledwie kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedzielę przez całe lato, a w zimie, kiedy nie wiedzą co robić, idą na Mszę Świętą tylko po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu chodzą do rzeźni jak psy.

 

Moje dzieci, czy widziałyście kiedyś zepsute zboże?
 
– Nie, proszę Pani – odpowiedziały dzieci bez namysłu.
 
– Lecz ty, Maksyminie, moje dziecko, musiałeś je przecież widzieć, pewnego razu, ze swoim ojcem w okolicy Coin. Właściciel pola powiedział do twojego ojca: „chodźcie zobaczyć, jak moje zboże się psuje”. Poszliście tam razem. Twój ojciec wziął dwa lub trzy kłosy w dłonie, pokruszył je i wszystko obróciło się w proch. Wracając stamtąd, kiedy byliście jakieś pół godziny od Corps, ojciec dał ci kawałek chleba mówiąc: Masz dziecko, jedz jeszcze chleb tego roku, bo nie wiem kto będzie go jadł w roku przyszłym, jeśli zboże będzie się dalej tak psuło.
 

objawienie_16

– Ach tak, proszę pani – odpowiedział chłopiec – teraz sobie przypominam. Wcześniej tego nie pamiętałem.
 
Wtedy Piękna Pani powiedziała:
 
– A więc, moje dzieci, ogłoście to całemu mojemu ludowi.
 
Dzieci się rozstąpiły a Piękna Pani przeszła między nimi i wchodząc na niewysokie wzniesienie nakreśliła esowatą ścieżkę, przypominającą Drogę Krzyżową Pana Jezusa. Tam, zatrzymując się na chwilę, spojrzała na południowy wschód, to jest w kierunku Rzymu i już nie płacząc, powiedziała raz jeszcze:
 

objawienie_16

– A więc, moje dzieci, ogłoście to dobrze całemu mojemu ludowi.
 
Po tych słowach uniosła się nad ziemię i zaczęła rozpływać się w powietrzu. Maksymin, widząc jak  Piękna Pani znika na jego oczach, niewiele się zastanawiając, podskoczył by zerwać i zatrzymać choć jedną z tych pięknych róż, ozdabiających stopy Maryi ale i ta zniknęła nim zdążył ją pochwycić. Nie wiadomo jak długo dzieci stały wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widziały Piękną Panią… a teraz już nie zostało po Niej ani śladu. Znów wszystko wydawało się takie, jak wcześniej. I nie… z pewnością nie przypuszczały jeszcze wtedy, jak bardzo, to wydarzenie zmieni ich życie.
 
Oboje dobrze spełnili życzenie Pięknej Pani. Zaraz po powrocie do wioski, jeszcze tego samego dnia, zaczęli opowiadać w wiosce, o tym, co im się przytrafiło w górach. Wielka nowina z góry w La Salette rozprzestrzeniała się po okolicy lotem błyskawicy. Już następnego dnia, a była to niedziela, o zjawieniu Maryi, głęboko wzruszony, mówił z ambony, proboszcz parafii. Wszędzie, gdzie docierała ta niesłychana wiadomość, wywoływała ogromne zainteresowanie. Absolutnie zgodne relacje dzieci budziły zdumienie, poruszały sumienia i zmuszały do myślenia. Do trudno dostępnego miejsca, gdzie zjawiła się Piękna Pani, spieszyły najpierw pojedyncze osoby z wioski, potem zaczęły ciągnąć tłumy, aż w końcu pielgrzymki. W miejscu Objawienia modlono się i odprawiano Msze święte. Okazało się też, że miejscu, gdzie Piękna Pani rozmawiała z dziećmi, na powrót wytrysnęło wyschnięte dawno źródełko. Zaczęły się pierwsze cuda i nawrócenia. Jednym z pierwszych nawróconych był, niedowierzający początkowo, ojciec Maksymina. Wkrótce, ktoś po raz pierwszy, nazwał Piękną Panią z La Salette Pojednawczynią grzeszników i ta nazwa zachowała się do dziś.
 
Spełniły się też wszystkie proroctwa, o których mówiła Piękna Pani: psujące się zbiory, brak żywności i dotkliwy głód dotknął lud. Z dokumentów z tamtych czasów dowiadujemy się także, że z powodu nieznanej choroby, w okolicy zmarło kilkanaścioro dzieci.
 
Kościół od samego początku przyglądał się temu wydarzeniu z wielką uwagą. Bardzo szybko, bo już 5 lat później – 19. września 1851 roku biskup diecezji Grenoble, Philibert de Bruillard wydał oficjalne orzeczenie, uznające Objawienie Matki Bożej w La Salette za prawdziwe:
 
„Sądzimy, że zjawienie się Najświętszej Maryi Panny dwojgu pastuszkom dnia 19 września 1846 roku, na jednej z gór, należącej do łańcucha Alp, położonej w parafii La Salette, w dekanacie Corps, posiada w sobie wszelkie cechy prawdziwości i że wierni mają uzasadnione podstawy uznać je za niewątpliwe i pewne.”